Ciekawy talerz. Zagadka Hitlera.

(Salvador Dali: "Zagadka Hitlera", 1939)

"CIEKAWY TALERZ" - nowomowa drąży media.  Tak się teraz mówi w telewizji. O czym? O gotowaniu. Chodzi nie o element zastawy stołowej, nie o naczynie, lecz o jego zawartość. Też mam jedną taką rzecz. Talerz.  Jest cenny, pochodzi z daleka i wisi na ścianie, bo ściana to najlepsze miejsce dla CIEKAWYCH TALERZYJeśli w konkursach kulinarnych miałoby chodzić o zaciekawianie talerzem a nie jego zawartością, zgłosiłabym swój udział, zabrałabym ze sobą swój niebanalny egzemplarz i wygrałabym puchar. Możliwe, że tak. W końcu, obiektywnie rzecz ujmując, dość ciekawy jest. Na trzecie punktowane miejsce w sam raz. W mediach pusty talerz jednak nie wystarcza. Szkoda.

Stała ekspozycja madryckiego Muzeum Królowej Zofii zawiera kilka obrazów Salvadora Dali. Nie zaliczam się do psychofanów tego twórcy, ale jedno z jego dzieł zrobiło na mnie potężne wrażenie, bo przedstawia interesujący talerz. Trudno gdziekolwiek znaleźć reprodukcję i choć poszukuję jej od wielu lat, jedyną mą zdobyczą jest pocztówka przedstawiona powyżej. Powód niedostępności rzeczy jest prawdopodobnie taki, że niegdyś uznawano Salvadora D. za rzekomego sympatyka faszyzmu.  Fakt, że ta etykieta przywarła doń i przetrwała do współczesności zakrawa na ignorancję, bo naziści w toku historii mieli życzenie spalić wszystkie dzieła Dalego na stosie. Gdy Dalemu przywrócono honor, krytycy sztuki uznali, że "Zagadka Hitlera" jest przepowiednią końca hitleryzmu. Niesłusznie. 

Talerz Salvadora jest nie zagadką, lecz jej rozwiązaniem. Jego zawartość to symbolicznie wyobrażone owoce Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych XX w. - ostateczne resztki suchego prowiantu, drapieżnik wykradający z talerza co może i najważniejsze: ogryziona fotografia -  finalnie lichy portrecik. Nawet kosztowności poddały się konsumpcji - stąd na obrazie muszla, nie dość, że się poniewiera, to jeszcze pozbawiona perły. Coś jednak pozostało, czym w obliczu głodu można wciąż się karmić -  mizerny wizerunek wodza. Propaganda sączy się w talerz, przyprawiając jadło. Można by się przed nią ustrzec, lecz woli brak. Parasol wisi sobie odłożony i złożony, nie chroni przed zalewem słów. Kto nie chciał ideologią nasiąkać, tego nie ma. Zniknął. Pozostał po nim samotny, wyczekujący powrotu pana pies. Odszczekać się, odpowiedzieć - również nie sposób, mikrofon zdemolowany, dialogu brak. Salvador D. rozwiązał zagadkę, odpowiedział na pytanie "Jak?". Jak to możliwe, że Hitler zdobył władzę? Właśnie tak. Szanując cierpliwość Czytelnika, tu właśnie opowiastkę o obrazku kończę.

Być może, że gdy Czytelnik ponownie usłyszy w masowym medium określenie "ciekawy talerz", płynące z celebryckich ust złożonych w dziubek, zatęskni tak jak ja za precyzyjnym  używaniem ojczystego języka. Język bowiem to mocne narzędzie. Służy wyrażaniu myśli. Do komunikacji wegetatywnej wystarczają ręce a gdy te są zajęte - mimika.

Poprzedni wpisRyż z jabłkami jak tort z czekoladą.
Następny wpisPaluszki. Kocham gości.
Komentarze (3) - Dodaj komentarz
Bartek
Bartek
14 kwietnia 2015 00:00:00 Odpowiedz

Bardzo ciekawy wpis :)

Marcela
Marcela
3 grudnia 2014 00:00:00 Odpowiedz

osobiście kocham Salvadora Dali. Dużo się o nim uczyłam zanim zaczęłam studiować na ASP. Kilka dni temu miałam okazję podziwiać jego "Trwałość pamięci" w MoMA. Spędziłam tam chyba pół dnia :)

Kasia K
Kasia K
3 grudnia 2014 00:00:00 Odpowiedz

Też mam takie swoje obrazki. :) Na pół dnia albo dłużej.

Zostaw komentarz