Serowiec i rura oraz pożar.

W archaicznym piekarniku, zwanym "rurą" udawał się i nigdy nie kipiał. Zawsze chciałam mieć taki piekarnik, bo w przeciwieństwie do współczesnych, rozgrzać go można do naprawdę wysokich temperatur. Ma on nieco inną zasadę działania niż jego elektryczny czy gazowy krewny. Ciepło jest tu dostarczane z boków a nie z góry i z dołu. Marzenie o rurze miało okazję się spełnić i oto mam. Tyle, że moja jest na wpół atrapą i nie nadaje się do niczego. Ze względu bowiem na obawy przed wywołaniem pożaru, na etapie budowy poczyniono poza moją wiedzą  ustalenia i w zmowie zaślepiono jeden z kanałów grzewczych, ten przy ścianie. Osoby, osobnicy raczej, płci męskiej, którzy nigdy w swoim życiu nie skorzystali z piekarnika, uznali, że wystarczy jeśli rura będzie grzać tylko jedną stroną. Drodzy panowie budowniczowie, otóż nie wystarczy. W takim piekarniku nie da się podgrzać nawet pustego talerza. Jak chodzi o bezpieczeństwo, spiskowcy nie zastanowili się, z jakiego powodu to nie od rozgrzanych piekarników a od nietrzeźwych gospodarzy zwykle płonęły drewniane domy. Ot, Podhale. Piece kuchenne nigdy nie stały na środku izby, zawsze przy ścianie. Często drewnianej. I co? I nic, dopóki ktoś zamroczony spożytym spirytusem nie próbował chwiejną ręką dolać do paleniska denaturatu, aby przyspieszyć rozpalanie. Nie mam oto sprawnie działającej rury, dlatego serowiec jest pieczony w zwykłym piekarniku i musi wykipieć. Wcale nie chodzi tu o sposób dostarczania ciepła, tylko o rozmiary samej komory. Rura, jak jej nazwa wskazuje, z zasady jest dość głęboka i mieści się w niej to, co ja dzisiaj upiekłam, ale wykonane z czterokrotnie większej ilości mąki. Dlatego ciasto może być rozwałkowane grubiej. Wtedy ser nie kipi. Przynajmniej nie powinien, lecz to nie jest prawdziwe uzasadnienie, właśnie je zmyśliłam, nabajałam Czytelnikowi, naopowiadałam co mi do głowy przyszło. Wcale nie wiem, ani trochę, dlaczego w piekarniku serowiec się nie udał. Widać nie chciał. Ale to o mojej rurze, to szczera prawda.

Poprzedni wpisKnedle z okruszków. Musisz się napić.
Następny wpisSandacz z makiem. Na kapuście.
Zostaw komentarz