Ciecz w kolorze oranż. Nie róbcie Tego w Domu.

Odwiedziłam kiedyś szwagierkę, posiadaczkę licznej rodziny w regionie,  którego mieszkańcy tradycyjnie uznawani są za, delikatnie mówiąc, oszczędnych. Szwagierka tak twierdzi. Poczęstowała mnie czymś i podarowała na to przepis, który prezentuję wyłącznie po to, by zaspokoić ciekawość Czytelnika co do składu cieczy w kolorze pomarańczowym, bo o cieczy mowa.

25 dkg marchwi, 2 pomarańcze, 2 i 1/2 szklanki cukru, 2 łyżki kwasku cytrynowego, 4 i 1/2 litra wody.

Ponad cztery litry wody i dwie pomarańcze! Ćwierć kilograma marchwi to również ilość skromna. Teraz dalej - jak z tym wszystkim postąpić:

Marchew utrzeć na tarce, pomarańcze pokroić wraz ze skórką, zalać wodą i gotować na małym ogniu (nie pamiętam dokładnie jak długo ale pewnie tak ze dwie godziny). Pomarańcze i marchew zmielić w maszynce do mielenia mięsa i wycisnąć tę paciaję przez gazę do garnka, w którym wcześniej należy zagotować 4 i 1/2 litra wody z cukrem i kwaskiem.

Na tym koniec. Powstanie woda w kolorze oranż, o lekkim zapachu pomarańczy i smaku nie tyle ohydnym, co dziwacznym. Jeśli nie posiada się szczególnie wyrafinowanego podniebienia, można ten smak skojarzyć odlegle z tak zwanym nektarem pomarańczowym dowolnego producenta. Odlegle - zwracam Czytelnika uwagę.

Gdy degustowałam po raz pierwszy i ostatni tytułowy wyrób, służył on za uzupełnienie drinków. Wyobraża sobie Czytelnik skutki takiego eksperymentu? Nie mam pewności, wyjaśniam zatem: sens organoleptyczny podobnych ćwiczeń jest następujący -  od tamtego czasu mój zmysł smaku uwrażliwił się tak dalece, że z łatwością rozpoznaję, który producent przetworów owocowych dodaje do swojego dżemu jagodowego, dla pięknego koloru, nieco czerwonych buraków.

Czas na finał, teraz będzie najciekawsze -  słyszałam, że we wspomnianej, słynącej z ludzkiej skrupulatności części naszego kraju, paciajowata pozostałość po odciskaniu przez gazę jest smażona z cukrem i służy do nadziewania pączków. Jeśli więc zdarzy się Czytelnikowi zawitać w tamte rejony, niech uważa jedząc pączki. Może się Mu trafić sztuka nafaszerowana mieszanką cukru, odpadków kuchennych i łupin.

Poprzedni wpisCiastka owsiane.
Następny wpisRuski pieróg. Krokietów nie będzie.
Zostaw komentarz